W ostatnim czasie nie narzekam specjalnie na swoje włosy. Zazwyczaj moim największym problemem jest plątanie, a później rozczesywanie drobnych supełków, które tworzą się na długości.
Sprawa nie jest prosta do opanowania, bo jak już wielokrotnie wspominałam, w swojej pielęgnacji staram się unikać produktów, które zawierają silikony. Jakiś czas temu odstawiłam nawet szampon, w którym na liście składników dopatrzyłam się jakiejś pochodnej silikonu. Wiem, że to dość kontrowersyjne podejście do tematu, ale powiedzmy, że taki postawiłam sobie cel- moje włosy będą gładkie bez ich stosowania;)
![]() ![]() |
Traktuję je trochę jak odżywki bez spłukiwania. Czasami stosuję czyste ziołowe napary, innym razem dorzucam do nich różne półprodukty, miód itp.
Tutaj znajdziecie poprzednie notki:
płukanka na wzmocnienie
płukanka nabłyszczająco-zmiękczająca
płukanka na problemy z przetłuszczaniem
Natomiast przez ostatnie miesiące intensywnie sprawdzałam na sobie działanie płukanki z suszonych kwiatów nagietka:) 20 g płatków kupiłam w sklepie internetowym Zrób Sobie Krem za 4,70 zł.
Taka ilość starcza na baaardzo baaardzo długo. Ja swojej porcji wciąż nie mogę zużyć, a płukankę stosuję praktycznie co mycie:)
Przygotowanie naparu jest banalnie proste:
kopiastą łyżkę płatków nagietka zalewam około 0,5 litra wrzątku. Miksturę przykrywam na jakieś 20 minut i odcedzam, a potem stosuję jako ostatnie płukanie po myciu włosów i spłukaniu odżywki.
Płatki rozwijają się w wodzie, nie problemu z odcedzeniem jakichś drobnych resztek itp. :)
Powstały napar ma słomkowy kolor i niemal niewyczuwalny zapach.
Przy przepłukiwaniu włosów naparem możemy mieć wrażenie, że używamy do tego zwykłej wody, ale chwilę później widać efekty:)
O jakich efektach mowa i dlaczego uważam, że płukanka zastępuje mi silikony ;) ?
* w dotyku odczuwam znaczne wygładzenie, jakby włosy zostały powleczone lekką warstewką ochronną
* znacznie dłużej schną i mam wrażenie, że dłużej utrzymują nawilżenie?
* dużo łatwiej je rozczesać
* są zdecydowanie bardziej podatne na układanie. Nawet moje proste druty zaczynają się lekko falować po kilkugodzinnym noszeniu koczka. Jeśli mam je rozpuszczone, to po płukance są jeszcze bardziej proste, o ile to możliwe;), po prostu zero puchu.
Płukanka z płatków nagietka jest polecana do włosów o ciepłym odcieniu. Moim zdaniem, sama w sobie nie pogłębia miodowych refleksów, ona raczej podkreśla naturalny kolor włosów. Nie ma się co obawiać, że nagle nabierzemy np. rudego poblasku (u mnie akurat całkiem pożądanego), do tego celu trzeba by było użyć raczej odwaru. Moje jasne włosy nabierają po takim zabiegu wzmożonego złocistego połysku, kilka razy usłyszałam nawet, że mam "świecące" końcówki;) To właśnie zasługa nagietka.
Żeby jednak pogłębić mój kolor włosów czasami do płukanki dodaję szczyptę ekstraktu ze skórki granatu, świetnie się w tej roli sprawdza:)
Poza tym, przy regularnym płukaniu włosów w nagietku zaobserwowałam ograniczenie problemu przetłuszczania się skóry głowy, przy tym jest ona bardzo dobrze nawilżona:) Nagietek działa również łagodząco.
Efekt wygładzenia jest podobny do tego, jaki osiągałam przy ulubionej płukance z kwiatów lipy, jednak nagietkowa lepiej sprawdzi się u osób z przetłuszczającą się czupryną.
Myślę, że rewelacyjnie może działać połączenie obu przepisów. W najbliższym czasie spróbuję i dam Wam znać:)
Jeśli stosujecie płukanki, podzielcie się przepisami i opiniami:) Przetestujecie nagietkową?