niedziela, 30 grudnia 2012

Czas na małe podsumowanie, czyli kosmetyczne odkrycia 2012 :)


Hej wszystkim!

   Jak minęły Wam Święta? Ja, jak widać, miałam krótką przerwę od blogowania i w ogóle raczej mało siedziałam w sieci. Mam teraz sporo zaległości do nadrobienia także w czytaniu innych blogów:). Spędziłam tych kilka świątecznych dni razem z rodziną i był to naprawdę fantastyczny czas. Jedynym zgrzytem okazało się przeziębienie, które dopadło mnie tuż przed Wigilią:)

    Pomyślałam sobie - a może by tak zrobić na blogu małe podsumowanie mijającego roku? :)
Jednak nie byłabym chyba w stanie przygotować posta na temat konkretnych ulubieńców roku, postanowiłam zatem napisać o kilku odkryciach, których "dokonałam" w ciągu ostatnich 12 miesięcy i które uważam za naprawdę godne uwagi. Nie napisałam jeszcze żadnej notki na temat któregokolwiek z tych produktów, bo planowałam zrobić ich osobne recenzje, ale ostatecznie znalazły się one w rocznym podsumowaniu:)

Przedstawiam Wam 4 produkty, które od tego roku  na stałe zagoszczą w mojej kosmetyczce:)

[ UWAGA! Będą same OCHY i ACHY, egzaltacja sięga w tej notce zenitu;) ]

maska drożdżowa babuszki Agafii, olej różany, pędzelek Hakuro H76, Bell Push up mascara

  Jak widzicie, przygotowałam po jednym "odkryciu" z każdej kategorii.
Na pierwszy ogień leci kosmetyk do włosów, który testuję od dwóch miesięcy. Myślę, że wiele z Was kojarzy już popularną maskę drożdżową babuszki Agafii ze sklepu internetowego kalina:)


To jest produkt, który ma w teorii dobrze działać na porost włosów, dlatego powinniśmy stosować go nie tylko na długości, ale również na skórę głowy. Nie jest to więc maska typowo nawilżająca i nie daje takiego śliskiego wrażenia podczas zmywania, choć oczywiście można ją wzbogacić np. aloesem lub gliceryną. Skład stanowią przede wszystkim roślinne ekstrakty, następne w kolejności są oleje.
Nie umiem do końca ocenić obietnic związanych z tempem wzrostu, ale i tak jest to mój zdecydowany "włosowy" faworyt:)! Po żadnym innym kosmetyku moje końcówki nie były tak miękkie, jak po tej masce. Fryzura bardzo dobrze się układa, bo włosy są wygładzone i ładnie błyszczą. Do tego nie ma żadnego problemu ze zmywaniem produktu, nie przeciąża także włosów, nawet nałożny przy skórze głowy, którą swoją drogą, bardzo przyjemnie koi.

Maska nie jest też droga- 18 zł za 300 ml i zapowiada się na bardzo wydajną - ma płynną konsystencję.
Zapach jest nieziemski i przypomina ciastka maślane:)
Nakładam ją po myciu na 2 minuty (tak też zaleca producent), czasami używam jej nawet jako odżywki bez spłukiwania na wilgotne pasma.

   Następny w kolejce jest olej z owoców dzikiej róży, czyli moje odkrycie w kwestii pielęgnacji twarzy!


Za tę niewielką buteleczkę (15 ml) zapłaciłam w sklepie naturalne-piękno 12,95 zł, nie jest to więc najtańszy olej, ale nie żałuję ani jednej wydanej złotówki!
Jestem przekonana, że każda skóra się z nim polubi, nawet skrajnie sucha, czy tłusta.
Jest to niezwykle delikatny olej, który zalicza się do tych szybko schnących- niemal od razu wchłania się w skórę i nie pozostawia tłustej warstwy. Pierwszy raz mam do czynienia z olejem o takich właściwościach.
Ja go lubię nakładać choćby solo pod filtr, można go też spokojnie mieszać z żelem hialuronowym, wykorzystywać do produkcji własnych kremów i serum.
A działanie tego oleju to dla mnie czysta poezja:)!
Skóra po wmasowaniu kilku kropli jest bardzo miękka, gładka, rozświetlona, podrażnienia załagodzone. Po prostu efekt jak po wysokopółkowym serum do twarzy. Jest też genialny na okolice wokół oczu, które szybko regeneruje.
Na stronie można wyczytać, że olej różany nadaje się do pielęgnacji skóry przesuszonej, z przebarwieniami, z bliznami, a także z poparzeniami posłonecznymi. Świetnie też walczy z pierwszymi efektami starzenia się skóry.
Żałuję jedynie, że zapach w żadnym razie nie przypomina płatków róży, za którym przepadam, jednak dopiero później doczytałam, że tłoczony jest z owoców dzikiej róży. Jego zapach przywodzi na myśl typowy olej spożywczy, np. Kujawski;)

   Moje kolejne odkrycie zalicza się do kategorii "akcesoria makijażowe". Mam na myśli pędzelek polskiej marki Hakuro z numerem H 76.

Hakuro H76
Wydaje mi się, że ten typ pędzelka do makijażu oczu nazywa się "pencil brush". Włosie jest białe i ścięte w lekki szpic, dzięki temu jest to niezwykle precyzyjne narzędzie. Tutaj nie będę się za bardzo rozwodzić. Po prostu jest to pędzelek wielofunkcyjny. Można nim świetnie zaznaczyć zewnętrzne kąciki, nałożyć cień dokładnie pod łuk brwiowy lub precyzyjnie w wewnątrzny kącik i oczywiście pomalować dolną powiekę. Dodatkowo można z jego pomocą pięknie rozetrzeć cienie, szczególnie jeżeli chcemy wycieniować oko w lekko skośny, koci kształt.
Muszę Wam powiedzieć, że uwielbiam pędzle z białego włosia, bo wydaje mi się, że to właśnie ono odpowiada za rewelacyjne rozcieranie, jak i nabieranie kolorów (cienie się świetnie do niego przyczepiają). Nie wyobrażam już sobie makijażu oczu bez Hakuro H76!


   I na koniec pokażę Wam coś typowo z kolorówki, a mianowicie fantastyczny tusz do rzęs firmy Bell.


Kiedyś już Wam wspominałam, że lubię testować tanie maskary i bardzo dobrze sprawdzają się u mnie tusze marki Wibo oraz Lovely. Kilka miesięcy temu postanowiłam wypróbować coś nowego, ale również z niższej półki. Mój wybór padł na Push up mascara mega volume lashes z gumową szczoteczką. Zapłaciłam za niego jakieś 14 zł w drogerii Jasmin.
Szybko okazało się, że to był strzał w dziesiątkę, ponieważ jestem tym tuszem zachwycona! Uwielbiam go na tyle, że jak tylko wykończę pierwsze opakowanie, natychmiast polecę po kolejne!
Po pierwsze, tusz miał od razu dobrą konsystencję i nadawał się do bezproblemowego użycia. W przypadku innych maskar często muszę czekać nawet kilka tygodni, aby produkt lekko zgęstniał;/
Po drugie, Push up mascara idealnie nadaje się do pięciominutowego makijażu tuż przed wyjściem, ponieważ pięknie podkreśla oko już po jednej warstwie, machniętej dosłownie w biegu. Pierwszy raz nie muszę siedzieć i modelować oraz wyczesywać rzęs. Włoski od razu wyjadą się dłuższe i zagęszczone.
Nie ma mowy o grudkach, ani o osypywaniu się tuszu w trakcie dnia. Podoba mi się także, że rzęsy są po pomalowaniu elastyczne i nie przypominają w dotyku wiórków kokosowych, jak to bywało przy innych tego typu kosmetykach;)

Bell Push up mascara, jedna warstwa malowana na "łapu capu" ":)
Bell Push up mascara z dołożoną drugą warstwą, również na "łapu capu" :D


   Ok, przedstawiłam Wam moje kosmetyczne odkrycia-perełki, które poczyniłam w 2012 roku i liczę na to, że Wy także podzielicie się ze mną swoimi!:)


Wszystkie 4 produkty baaaardzo serdecznie Wam polecam, a jesli już je znacie- dajcie znać w komentarzach!



18 komentarzy:

  1. ciekawe odkrycia o żadnym nie słyszałam wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może się na któryś z nich skusisz?:)

      Usuń
  2. Ja mam bardzo podobny pędzelek hakuro nr h78. Muszę się pochwalić, że do mojej kolekcji dołączyły ostatnio dwa nowe. Jestem absolutnie zakochana w tych pedzlach i chyba poświęcę im kolejna notkę:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie miałam doczynienia z białymi pedzlami. myslalam, ze rozni je jedynie kolor i ze trudniej je doprac:-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też jestem fanką Hakuro, uwielbiam je i uważam, że robią rewelacyjne pędzle. Z tych, które posiadam, te są najlepsze! Strasznie jestem ciekawa Twoich nowych zdobyczy!

      Ja mam kilka pędzelków z białego włosia (ono jest chyba po prostu tak utlenione) i widzę różnicę. Są takie bardziej "tępę" i nie są tak mięciutkie, ale dzięki temu świetnie zbierją pigment cienia i rozcierają też jak marzenie:) I aż się zdziwiłam, ale pięknie się dopierają!:)

      Usuń
  4. Tą maskę muszę mieć w ogóle rosyjskie kosmetyki niesamowicie kuszą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taak, aż ciężko się na coś zdecydować buszując w tym sklepie, wszystko mnie tam kusi! :D

      Usuń
  5. No i widzisz, teraz muszę przez Ciebie wszystko wypróbować! :D Miałam dziś zakupić tę maskarę, ale zapomniałam wejść do Natury w ferworze zakupów :<

    OdpowiedzUsuń
  6. maska i pędzelek- absolutnie muszę je mieć!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć, jestem ciekawa, czy próbowałaś maskary Wibo Growing Lashes? Widzę, że Bell ma podobną końcówkę i jestem ciekawa, który tusz lepiej się sprawdza :)
    I przy okazji się przywitam - śledzę Twoje wpisy już od dłuższego czasu, ale dopiero niedawno postanowiłam być bardziej aktywna :D
    Ruszyłam też ze swoim blogiem, zapraszam w wolnej chwili do przeczytania pierwszego posta :)
    http://pieknosfera.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć:) Mam dopiero w planach zakup Wibo Growing Lashes, ale moja przyjaciółka wspominała, że jego wadą jest zbyt rzadka konsystencja, a Bell miał od razu dobrą, więc pod tym względem wygrywa właśnie Bell:)
      Powodzenia w blogowaniu!

      Usuń
  9. Będę pamiętać o tej masce jak wykończę swoje zapasy

    OdpowiedzUsuń
  10. coś mi ten olej ostatnio chodzi po głowie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Olej z dzikiej róży wpisany na listę must have :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Aż trudno uwierzyć, że nie mam ani jednego pędzle Hakuro. W 2013 będę musiała to zmienić! :)

    OdpowiedzUsuń