Zgodnie z zapowiedzią-dzisiaj będzie o moich wrażeniach po przetestowaniu próbek 4 kosmetyków marki Benefit. Postaram się nie przedłużać, chociaż obiecuję to sobie zawsze i niewiele z tych obietnic wynika- posty zawsze wychodza mi zdecydowanie przydługie;)
Do rzeczy- zawsze chciałam spróbować tych kosmetyków, osławiony rozświetlacz high beam bardzo mnie kusił przy okazji każdej wizyty w Sephorze. W końcu zdecydowałam się zakupić na e-bayu próbki o pojemności 2,5 ml każda. Dorwałam je za kwotę około 8 zł za sztukę ( razem z przesyłką z Anglii), podczas gdy na allegro zdarzało mi się znaleźć identyczne próbki w cenie 25 zł...
Ze wszystkich czterech produktów przypadł mi do gustu ( ale i tak z zastrzeżeniami ) tylko...jeden.:D - bene tint. Jeśli chodzi o całą resztę, na usta ciśnie mi się tylko jedno słowo- ROZCZAROWANIE.
Dla tych, którzy nie interesowali się nigdy kosmetykami Benefit małe wyjaśnienie:
Bene tint oraz posie tint to róże w płynie i jednocześnie barwniki do ust. Posie tint - jasny, słodki róż. Bene tint- krwista czerwień, na policzkach zmienia się w naturalny rumieniec ( jak po godzinie spędzonej na mrozie :) ) High beam i moon beam - płynne rozświetlacze. High beam- srebrzysto-różowy. Moon beam- złotawy, który opalizuje na zimny róż ( tutaj wielki zawód ).
| Od lewej: high beam, moon beam, posie tint, bene tint |
Najbardziej spodobał mi się bene tint, bo daje fajny, zdrowy i niezwykle trwały efekt, ale jego minusem jest to, że palec, którym rozcieramy kosmetyk, pozostaje czerwony przez wiele godzin, mimo mycia rąk itp... Jak widać na zdjęciu powyżej, bene tint jest nabardziej płynny i w pewnym sensie od razu "wsiąka" w skórę- zapewne stąd jego trwałość.
Co mam do zarzucenia wszystkim 4 produktom?
*Po pierwsze- są niewygodne w aplikacji ( opakowania posiadają pędzelki, jak lakiery do paznokci ). Kosmetyki należy wklepywać w skórę ( nie rozsmarowywać, bo wtedy efekt będzie opłakany bądź niewidoczny ) na skończony makijaż. Jeżeli po użyciu np. high beam'a, przypudrujemy twarz, to praktycznie zupełnie zakryjemy efekt rozświetlenia. Próbowałam nakładać róże i rozświetlacze NA puder, ale wtedy kosmetyki mieszały się z nim i robiły nieestetyczne placki. Dodatkowo, żeby nałożyć bene tint i posie tint równomiernie, trzeba by być mistrzem, a ja do nich nie należę:D* Po drugie- trwałość. O ile róże trzymają się na policzkach świetnie, to w przypadku rozświetlaczy efekt stopniowo blednie i zanika, choć od początku jest naprawdę baaardzo delikatny i za mało widoczny jak dla mnie.
Podumowując: za kwotę ponad 100 zł nie kupiłabym żadnego z tych produktów, bo według mnie, nie są tych pieniędzy warte. Posiadam róże, które są może mniej trwałe, ale jednak łatwiejsze w obsłudze, a w kwestii rozświetlacza również zanalazłam swojego faworyta (Mac soft&gentle), który mimo, ze cenowo wychodzi podobnie, jest wart każdej wydanej złotówki.
Chętnie posłucham Waszym opinii, jeżeli miałyście do czynienia z kosmetykami z Benefit. Ja na razie nie rozumiem, skąd tyle ochów i achów w mediach na ich temat:)
Pozdrawiam!












