Witajcie!
Jak wiecie, bardzo lubię w codziennej pielęgnacji wykorzystywać oleje, zioła, peelingi z kawy, cukru itd. Nie stronię jednak od dobrych gotowych kosmetyków, które można dostać w drogeriach. Dzisiaj pokażę Wam trzy produkty, które zdecydowanie zasługują na uwagę:)
( postanowiłam nie pisać tutaj o dobrze wszystkim znanych perełkach serii Babydream z Rossmana, ale czuję się w obowiązku napisać, że wszystkie testowane przeze mnie uważam za prześwietne!)
Na pierwszy ogień- masło do ciała firmy Bielenda dla skóry bardzo dojrzałej i suchej z olejem arganowym, jako jednym ze składników. Kupiła je dla siebie moja mama, ale chętnie jej czasem podbieram, bo kto by się przejmował napisem na opakowaniu;)
W składzie wysoko znajduje się masło shea, gdzieś w środku znajdziemy także olej arganowy.
Kosmetyk ma świetną, gęstą konsystencję, a walory pielęgnacyjne- po prostu rewelacja! Masło wyraźnie zmiękcza i wygładza skórę, nie pozostawiając na niej lepkiego filmu, a co najlepsze efekt jest bardzo długotrwały! Można spokojnie używać tego produktu raz na kilka dni, jeżeli ktoś, podobnie jak ja, nie ma mocno przesuszonej skóry na ciele.
Zapach nie jest drażniący, raczej bardzo delikatny.
Opakowanie przypadło mi do gustu-matowy plastik, nie ślizga się w dłoniach.
Koszt to około 15 zł w Rossmanie.
Z czystym sumieniem polecam, szczególnie na chłodne pory roku, a masło zaaplikowane po użyciu peelingu to już prawdziwa bajka!
Jeśli chodzi o peeling właśnie...wiem, że nie każdy lubi bawić się w ich samodzielne przygotowywanie. Przypomniało mi się ostatnio, że przecież znam świetne drogeryjne peelingi z Lirene, o których mogę Wam napisać!
Używałam wcześniej wersji pomarańczowej, niby antycellulitowej, teraz mam w łazience taką MaXSlim:
Oba pachną bardzo świeżo cytrusami i mają naprawdę dobre działanie. Drobinki są duże i zatopione w lekko żelowej konsystencji. Jest ich odpowiednia ilość na moje oko, fajnie masują skórę i co mi się bardzo podoba- nie rozpuszczają się od razu, można nimi wykonać dość długi masaż:) Trzeba pamiętać o dobrym spłukaniu resztek, bo kryształki czasami lubią zostać na skórze.
Według mojej opinii peelingi Lirene są akurat- ani zbyt ostre ani zbyt łagodne, ale naprawdę czuć ich działanie. Po użyciu skóra jest bardzo gładka, ale nie pokryta tłustą powłoczką, jak to bywa w przypadku wielu produktów tego typu.
Cena- około 12 zł/200 ml
Na koniec zostawiłam moje ostatnie odkrycie, czyli płyn micelarny firmy Marion. Żałuję, że kosmetyki tej marki są tak trudno dostępne! Swoje opakowanie płynu kupiłam za 7 zł w drogerii Jasmin.
Cóż powiedzieć- dla mnie to micel idealny!
Skład prezentuje się następująco:
Przede wszystkim, płyn bardzo dobrze oczyszcza skórę twarzy i szyi i nie podrażnia! Jest to naprawdę bardzo łagodny środek.
Można nim także zmyć cienie, nie poradzi sobie jednak do końca z ciężkim eyelinerami czy tuszami. Wychodzę jednak z założenia, że demakijaż oczu najlepiej wykonuje się produktami z zawartością oleju, bo on najskuteczniej rozpuszcza kosmetyki do oczu. Czasem wystarcza sam olej kokosowy;)
Wieczorem stosuję najczęściej metodę oil cleansing method, ale taki płyn genialnie sprawdza się do usunięcia z twarzy podkładu, na przykład od razu po powrocie do domu, przed treningiem itp. Jest też świetny do poprawek makijażu. Można go stosować nawet jako poranne oczyszczanie twarzy.
Najpewniej będę kupowała go na zmianę z chusteczkami Alterry, o których już kiedyś pisałam-
KLIK
To już wszystko na dzisiaj, chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami na temat tych kosmetyków:)
Waszym zdaniem, w które drogeryjne produkty z kategorii "pielęgnacja" warto się zaopatrzyć?